Wczoraj warszawska giełda, a w szczególności indeks WIG20, uciekła spod przysłowiowej szubienicy. Szubienicy, pod którą zapędziła ją wywołana tąpnięciem na metalach poranna przecena akcji KGHM-u. W efekcie, zamiast przeceny indeksu WIG20 o 2,85 proc. i WIG o 2,39 proc., z jaką mieliśmy do czynienia w poniedziałek rano, mieliśmy wczoraj kolejny pokaz siły polskiego rynku akcji. Prawdopodobnie nie ostatni w tym roku.

W styczniu indeks WIG zamknął się wzrostem o 6,49 proc. To nie tylko świetny początek 2026 roku na giełdzie, ale też najlepszy miesiąc od roku - dokładnie od stycznia 2025 roku, gdy WIG „wykręcił” stopę zwrotu na poziomie 9,79 proc. Dodatkowo styczeń był 14. z 15 ostatnich miesięcy, które zamknęły się wzrostem indeksu WIG.

To wszystko brzmi jak potwierdzenie siły trendu wzrostowego. W dłuższym okresie - tak. W krótszym warto jednak zachować ostrożność. Nie tylko dlatego, że po pięciu kolejnych wzrostowych miesiącach statystycznie rośnie ryzyko realizacji zysków. Przede wszystkim dlatego, że w ostatnich tygodniach wzrosty na warszawskiej giełdzie były napędzane przez wąskie grono spółek. Nowe rekordy na indeksach, w zestawieniu z malejącą szerokością rynku, to poważna przestroga przed nieco dłuższą korektą. Nota bene, korektą, która nie byłaby większym zaskoczeniem. Dość powszechnie oczekuje się, że ten rok na giełdach, jakkolwiek powinien być wzrostowy, to jednocześnie będzie cechował się dużo większą zmiennością niż ten poprzedni. Wzrostowe miesiące będą częściej przedzielone miesiącami spadkowymi.

W średnim i długim terminie perspektywy dla warszawskiej giełdy pozostają pozytywne. Przynajmniej do czasu, gdy aktualny pozostaje scenariusz zakładający utrzymanie się relatywnie pozytywnych nastrojów na Wall Street przed listopadowymi wyborami połówkowymi w USA, co będzie szło w parze z korzystnym dla rynków wschodzących osłabieniem dolara, a także z napędzanym rosnącymi inwestycjami przyspieszeniem wzrostu gospodarczego w Polsce. A jak to wygląda w krótszym terminie?

Poniedziałkowy pokaz siły GPW, jakkolwiek jest spójny z tym, co obserwowaliśmy w styczniu, nie gwarantuje kontynuacji wzrostów w kolejnych tygodniach. Problemem jest nie tylko wspomniana wyżej mała szerokość rynku. Powoli czynnikiem ryzyka stają się również nastroje na rynkach globalnych.

Pierwszym zwiastunem tego są ostatnie zawirowania na rynku metali szlachetnych. Po tym, co wszyscy zobaczyliśmy na srebrze i złocie w piątek i poniedziałek, rynki finansowe powinny być bardziej wyczulone na ewentualne negatywne bodźce. A potencjalnych impulsów, nawet jeszcze w tym tygodniu, będzie sporo. Głównie tych zagranicznych. Zaczynając od ewentualnych wypowiedzi mianowanego na przyszłego szefa Fed Kevina Warsha, przez sytuację wokół Iranu, piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy i trwający sezon wyników na Wall Street, a na sytuacji politycznej w USA kończąc. Warto o tym wszystkim pamiętać. Ale jednocześnie nie warto bać się korekty. Bo w hossie kupno na korektach to sprawdzona i trafna strategia. A hossa na GPW powinna trwać jeszcze przynajmniej przez 2-3 kwartały. 

---

Artykuł został opublikowany w Gazecie Giełdy Parkiet.